Bolszewicy u bram

Polecamy3 lipca, 2014

 bohun bartkiewiczPo zwycięstwie w Rosji bolszewików nastały ciężkie czasy dla osób, którym wydawało się, że bolszewickie hasła o wolności i równości oznaczają także prawo do swobodnego głoszenia swoich myśli, czyli i prawo do swobody publicznej wypowiedzi. Bardzo szybko przekonali się, że próba realizacji tych praw kończy się na Łubiance, a dla tych, którzy mieli szczęście kolejnym etapem były obozy koncentracyjne na Syberii. Ci, którzy mieli mniej szczęścia, z katowni na Łubiance nigdy nie wyszli, a ich ciała zakopano w jakichś bezimiennych dołach. Po 1944 roku swoim panowaniem rosyjscy bolszewicy objęli te tereny Europy, które podarowali im wspaniałomyślnie przywódcy USA i Wielkiej Brytanii. I od tego czasu, również w Polsce, za swobodne głoszenie myśli groziły poważne sankcje, kończące się często sądowymi wyrokami. W wprawdzie po 1954 roku nikomu już za głoszenie swobodnej myśli kara śmierci nie groziła, ale cenzura polityczna funkcjonowała w najlepsze. Tak więc w czasach PRL, aby przedstawić jakieś niezależne od cenzury spektakle teatralne, aktorzy teatralni i łaknący wolnego słowa obywatele, spotykali się w kościołach lub przykościelnych salkach katechetycznych. Nikt im tam nie przeszkadzał, nie wpadały żadne partyjne bojówki, żadne „robotniczo-chłopskie” inspekcje, aby inscenizowane przedstawienia zatupać lub zakrzyczeć. Owszem, widownia naszpikowana była agenturą SB, która jednak siedziała cicho i grzecznie klaskała, aby jeno później odpowiednie raporty swoim mocodawcom napisać.

I oto przyszła niby wolna Polska z demokracją, a wraz z nią nadzieja i wiara, że oto każdy będzie miał prawo mówić i pokazywać to, co mu na sercu leży i w duszy gra. Niezależnie od tego czy jest członkiem jakieś partii, wierzy w Boga, czy też jest zadeklarowanym ateistą. Wolność taką gwarantuje każdemu z nas polska konstytucja, przyjęta w powszechnym referendum. Wolność taką gwarantują nam przepisy prawa międzynarodowego, w tym konwencje Unii Europejskiej, do której Polska od jakiegoś czasu należy, co jeszcze tak niedawno z radością świętowała hucznie i wesoło. Ale to się kończy, bo do Polski wracają bolszewicy, którzy chcą przywrócić swoje prawa i obyczaje. Chcą wolności, ale tylko dla siebie, dla tych, którzy wyznają takie, jak oni sami, wartości. Reszta to bydło, które ma tylko pracować, modlić się i słuchać w pokorze pasterza swego. Świadkiem tego jest cały demokratyczny świat, który ze zdumienia i przerażenia przeciera oczy. Świadkami tego jesteśmy także my, wałbrzyszanie. Przed kilkoma dniami (27 czerwca), w wałbrzyskim Teatrze Dramatycznym ci, którzy mieli na to ochotę, wiedzeni ciekawością i wolą zamanifestowania sprzeciwu wobec fundamentalistycznej cenzurze, zebrali się w sali Sceny Kameralnej, aby wysłuchać tekstu teatralnej sztuki pod tytułem „Golgota Picnic”. Jako wolni obywatele demokratycznego państwa, mieli do tego pełne prawo i mogli oczekiwać, że na straży tego prawa staną państwowe organa, zobowiązane właśnie do stania na straży prawa i praworządności. Niestety, jeszcze raz okazało się, że jakieś bandy fundamentalistów, podobnych do talibskich grup szalejących w islamistycznych państwach muzułmańskich, uzurpujący sobie prawo do narzucania swej woli wszystkim innym, zwłaszcza tym, którzy są w mniejszości, wtargnęły do teatru i prymitywnym, chamskim zachowaniem spowodowali, że aktorzy czytanie tekstu przerwali. Uczynili to z obawy o swoją nietykalność, mimo że na sali znajdowali się ci, którzy wyrazili swą swobodną wolę, aby tekstu tego wysłuchać, poznać i zrozumieć przesłanie tej sztuki, idee jakie ona sobą prezentuje. Na czele tych fundamentalistycznych bojówek, które zjechały się również z odległych od Wałbrzycha miejscowości, stała posłanka Zalewska z PiS. Pani, która zapomniała, że ślubowała stać na straży demokracji, a więc poszanowania prawa tych wszystkich, którzy są w mniejszości. Pani ta, w wywiadzie udzielonym dla jednej z wałbrzyskich telewizji kablowych, butnie i arogancko oświadczyła, że nie pozwoli na to, aby 10 osób miało prawo narzucać wałbrzyszanom coś, czego oni sobie niby nie życzą.

Otóż ja do tej pani mam takie oto przesłanie. Kobieto, jeżeli nie masz pojęcia czym jest demokracja, to sobie głowy posłowaniem nie zawracaj i zacznij robić wreszcie coś innego, bardziej pożytecznego. Natomiast ja, jako obywatel tego państwa, nie życzę sobie, aby ktokolwiek, nawet taka pani Zalewska, właził z buciorami do świątyni sztuki, aby ją błotem swoich chorych poglądów zanieczyszczać. Niech sobie pani Zalewska przeczyta, co na ten temat mają do powiedzenia liczni wałbrzyszanie, wyrażający swe oburzenie na internetowych forach i niech nie bajdurzy ze śliną nienawiści na ustach, że występuje w imieniu wszystkich wałbrzyszan. Bo ja np. sobie – jako wałbrzyszanin – tego nie życzę i myśl, że ta pani może występować również w moim imieniu, napawa mnie odrazą. Do teatru chodzą ci, którzy są zainteresowani tym, co teatr ma ludziom do przekazania. Inni, tacy jak pani Zalewska, jeżeli nie są tym zainteresowani, niech chodzą sobie do cyrku błaznów oglądać, albo na jarmarczne koncerty disco-polo. W teatrze nie dla nich miejsce, a błaznów na widowni, ludzie kulturalni sobie nie życzą. I niech wbije sobie pani Zalewska do głowy, że z Polski uczynić czegoś na wzór Kalifatu Islamskiego pozwolić nie damy, chociaż być może tak się jej wydaje dlatego, że polskie organa porządkowe na harce współczesnej bolszewii nie reagują. Czas najwyższy wystąpić do kierownictwa wałbrzyskiej (i nie tylko) komendy policji z zapytaniem, dlaczego stróże prawa okazali się tchórzami i pozwolili bolszewickim bojówkom łamać prawo. Prawo zawarte nie tylko w konstytucji, ale i w kodeksie karnym. Nie może tak być, by sobie jacyś polscy „talibowie” bezkarnie hasali i łamali wszelkie prawa ustanowione po to, aby ich wszyscy przestrzegali. Bez wyjątku. Myślę, że mając na uwadze zachowanie się tej pani, to co publicznie wypowiada oraz jawnie gwałci prawa i zasady demokratycznego państwa, wszystko to upoważnia mnie do wystąpienie do Komisji Etyki polskiego parlamentu. Uczynię to osobiście, bo wałbrzyska lewica, jak zwykle, podkuliła ogon pod siebie.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: