Histeria

Polecamy3 lipca, 2014

basinski_noweJedną z fundamentalnych zasad wpajanych maluchom przez ich rodzicieli, jest „co za dużo, to niezdrowo”. Milusińscy zazwyczaj niewiele sobie robią z tej życiowej mądrości i przeginają pałę, ryzykując nieprzyjemne skutki. Zupełnie jak współczesne media, które bez przeginania nie wyobrażają sobie funkcjonowania. Przeginanie do imentu nieuchronnie prowadzi do utraty poczucia rzeczywistości i ciężkiej histerii. A koniecznie trzeba zaznaczyć, że stan ten staje się też udziałem całej zgrai polityków, którzy namiętnie pragną ugrać coś dla siebie i swoich ugrupowań, a raczej plemion.

Przykładem koronnym na histerię krańcową, stała się ostatnimi czasy afera podsłuchowa. Nie mam najmniejszej ochoty rozwodzić się w tym miejscu nad poszczególnymi fragmentami podsłuchów określonych umownie taśmami. Z pewnego dystansu widać coraz wyraźniej (przynajmniej dla mnie), że na słowo „afera” zasługuje najbardziej sam fakt nagrywania polityków ze świecznika, a już szczególnie szefa wszystkich policyjnych szefów. Co do treści nagrań – ich aferalność jest już dyskusyjna.

Nie wiadomo ile jest jeszcze nagrań, ale już dziś można w ciemno obstawiać, że celebryci przy wódeczce w lokalu jeszcze długo będą gwarzyli li tylko (przepraszam) o dupie Maryni, a z rozważaniem spraw cięższego gatunku przenosić się będą do jądra Puszczy Białowieskiej. No, chyba, że żubry będą miały podczepioną pod ogony aparaturę podsłuchową, czego jednak wykluczyć zupełnie nie można. Zanim celebrytom przyszła ochota na wymianę opinii w zaciszu (?!) czterech ścian, należało wcześniej skorzystać z jednej z bezcennych nauk z serialu „Ranczo”. Wójt mając niecne zamiary wobec Czerepacha, w sprawie uzgodnienia szczegółów zamachu umówił się z Więcławskim w wilkowyjskim lesie…

Oczywiście, różne kawałki „taśm” zniesmaczają i bulwersują, ale nikt z gwarzących prawa nie złamał, konstytucji nie naruszył i osobistych korzyści nie osiągnął (może poza byłym ministrem transportu). Polska się od tego nie zawaliła i nie zawali. Rzucanie mięsem przy kielichu przez polityków i państwowych funkcjonariuszy z górnej półki, nawet pacholąt z przedszkola w obecnych czasach szokować nie powinno. Najbardziej porażona poczuła się jak zwykle opozycja, przebierająca nogami w oczekiwaniu na przejęcie władzy. Lament świętoszków, którym się przywidziało, że czują krew Donalda Tuska, jakoś nie przekonuje. Wyobrażacie sobie partię prezesa z Żoliborza jako moralną odnowicielkę Polski? Ewentualność takową można rozpatrywać tylko w kategoriach czarnego angielskiego humoru.

Służby wchodzące do redakcji tygodnika „Wprost” zachowały się nieprofesjonalnie, ale także dziennikarze zadbali o to, by całe wydarzenie nabrało charakteru cyrku. Jak pisze Marcin Meller w „Newsweek’u”: „zdecydowana większość komentujących (w Internecie – dop. A.B.) czuje do dziennikarzy solidaryzujących się z redakcja „Wprost” równą pogardę i niechęć, jak do polityków. Dla obywateli to ta sama skompromitowana klasa, która zajmuje się sama sobą, teraz dodatkowo z nieuzasadnioną ekscytacją”. A Monika Olejnik mogłaby wziąć na wstrzymanie i nie popisywać się na konferencji prasowej (z udziałem również dziennikarskiego chamstwa) impertynencją wobec premiera. Naprawdę wiele jej jeszcze brakuje do tego, by wpływać na kształtowanie najnowszej historii Polski, a takich ambicji nie ukrywa. Ubolewam, że wielu dziennikarzy przeistacza się w hieny.

Dość histerii. Przed nami wakacje. Dajmy sobie trochę luzu i relaksu, bo inaczej popadniemy w obłęd. Co za dużo, to niezdrowo.

Andrzej Basiński

Tagi: