Tygodnik DB2010

To już nie jest zagadką wałbrzyskiego Książa

 

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

Wojenne i powojenne dzieje zamku Książ są nadal owiane aurą tajemniczości i niewiedzy, ale już nie tak, jak to było przez długie lata PRL-u. Skutkiem tego, że Wałbrzych po przemianach ustrojowych ruchu Solidarności docenił wagę i znaczenie zamku Książ dla rozwoju ruchu turystycznego i podjął szeroko zakrojone prace rewitalizacyjne, wzrosło również zainteresowanie jego historią. Udało się odkryć wiele utajnionych przedsięwzięć niemieckich władz wojskowych, które zarządzały skonfiskowanym przez nie pałacem w latach 1943 – 1945. Wiemy, że rodzina Hochbergów została pozbawiono prawa własności do zamku, a księżna Daisy wyeksmitowana do jednej z kamienic w Wałbrzychu, zaś w zamku prowadzone były prace adaptacyjne na kwaterę wodza III Rzeszy, Adolfa Hitlera.

O tym co się działo w Książu w tym czasie wiele szczegółów rozwikłał badacz i pisarz, Jerzy Rostkowski, w książce „Podziemia III Rzeszy. Tajemnice Książa, Wałbrzycha i Szczawna-Zdroju”. Tematem tym interesował się od dawna poznański dziennikarz i pisarz, Leszek Adamczewski, wieloletni współpracownik „Odkrywcy”. To właśnie on zamieścił w sierpniu tego roku na portalu internetowym Wirtualnej Polski interesujący artykuł o losach bezcennych zbiorów Pruskiej Biblioteki Państwowej w Berlinie. Myślę, że temat ten zainteresuje Czytelników, bo wiąże się ściśle z dwoma bliskimi nam miejscami – z Książem i Krzeszowem.

Otóż okazuje się, że wobec zagrożenia bombardowaniem Berlina przez aliantów już w 1941 roku władze niemieckie zdecydowały się wywieź z bibliotek i ukryć to wszystko co stanowiło jakąkolwiek wartość. W zgodnej opinii polskich i niemieckich naukowców, najcenniejsze zbiory Pruskiej Biblioteki Państwowej przewieziono w największej tajemnicy do zamku Fürstenstein (Książ) koło Waldenburga (Wałbrzycha). Miejsce to wydawało się bezpieczne, bo położone w lesie, w oddaleniu od miasta, w pałacu dysponującym rozległymi podziemiami.Zrazu do Fürstenstein ewakuowano manuskrypty muzyczne oraz najcenniejsze rękopisy, listy i autografy słynnych Niemców z kolekcji Karla Varnhagena von Ense i jego żony Rahel, między innymi Marcina Lutra, Georga Wilhelma Friedricha Hegla czy braci Jocoba i Wilhelma Grimm, które w Berlinie włożono do małych skrzynek wykonanych z odpornego na wilgoć drewna. Skrzynek tych było 201 i przewieziono je na Dolny Śląsk, co było zgodne z zarządzeniem Adolfa Hitlera, który w maju 1942 r. zgodził się na zabezpieczanie dóbr kultury przed skutkami bombardowań poprzez ich ewakuację na prowincję.

W 1943 r. do wałbrzyskiego zamku przewieziono z Berlina kolejne 304 skrzynie, a doktor Poewe dokonał kontroli składowanych skarbów. Byłoby wszystko w porządku gdyby nie to, że 11 września 1943 r. Adiutantura Wojskowa Führera wydała polecenie budowy nowej, olbrzymiej kwatery Hitlera, która miała powstać w Górach Sowich niedaleko Waldenburga. Kilka miesięcy później polecono włączyć do tego zamek Fürstenstein, gdzie miała powstać rezydencja Hitlera, jako głowy państwa niemieckiego. Zamek czekała gruntowna przebudowa.

Z tego powodu zapadła decyzja przewiezienia depozytu w inne miejsce. Wybrano nań niedaleki klasztor cystersów w spokojnym Grüssau koło Landeshut (Krzeszowie koło Kamiennej Góry). To znane na Dolnym Śląsku sanktuarium wskazał konserwator zabytków doktor Günther Grundmann, który w klasztorze urządził jedną ze swych składnic dla zbiorów bibliotecznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Dla 505 skrzyń ze zbiorami Preussische Staatsbibliothek wybrano kościół świętego Józefa, gdzie umieszczono je na galerii nad bocznymi nawami. Zakonnicy wspominali później, że skrzynie z zamku Fürstenstein przywieziono do klasztoru w Grüssau 2 lub 3 lipca 1944 r.

Jakie były dalsze losy zbiorów Preussische Staatsbibliothek w Berlinie? Okazuje się, że są one nadal intrygujące. W 1945 roku Rosjanie, których specjalne grupy wojskowe na zajętych przez Armię Czerwoną ziemiach Trzeciej Rzeszy poszukiwały dóbr kultury i wywoziły je do ZSRR, nie natknęli się na spokojnie leżące sobie na kościelnej galerii skrzynie z najcenniejszymi zbiorami berlińskiej biblioteki. Zapewne w ogóle nie zainteresowali się położonym na uboczu klasztorem katolickim. Natomiast szczęście sprzyjało Polakom. W lipcu 1945 r. jedna z ekip powołanej przez Ministerstwo Oświaty RP specjalnej komisji, zajmującej się poszukiwaniami opuszczonych bibliotek, której pracami kierował doktor Stanisław Sierotwiński, trafiła w rejon ówczesnej Kamieniogóry. Przyjechali też do pobliskiego Krzeszowa, gdzie w klasztorze odnaleźli stosy skrzyń ze starymi książkami. Żaden z Polaków nie zdawał sobie jednak sprawy, jak cenne zbiory leżą na galerii kościoła świętego Józefa. Niemieccy zakonnicy nie zdradzili Polakom, skąd skrzynie te przywieziono, lecz zapamiętali, że legitymująca się wystawionymi po polsku i rosyjsku dokumentami ekipa składała się z bardzo kulturalnych ludzi.

By nie wzbudzać podejrzeń u Rosjan, skrzynie z depozytami berlińskiej Preussische Staatsbibliothek i ze zbiorami wrocławskimi Günthera Grundmanna wywożono z klasztoru niewielkimi konwojami. Udało się! Rosjanie niczego nie odkryli. Skrzynie przewieziono do Krakowa i złożono w klasztorze ojców misjonarzy. Gdy zorientowano się, co one kryją, berliński depozyt ukryto w Bibliotece Jagiellońskiej i go utajniono. Do wiadomości publicznej nie przedostało się ani słowo o tym, że ów skarb nad skarbami znajduje się w dyspozycji władz polskich, przekazany Bibliotece Jagiellońskiej na przechowanie. Dostępu do zbiorów berlińskich nie mieli nawet pracownicy tej biblioteki, a cenzura i służby specjalne strzegły tajemnicy skarbu z Krzeszowa. W 1965 r. władze polskie przekazały do Berlina wschodniego – jako „dar z okazji 20-lecia PRL i 15-lecia NRD” – zbiory Pruskiej Biblioteki Państwowej odnalezione po wojnie w kilku składnicach na Pomorzu i Dolnym Śląsku. Polacy – i słusznie – uważali to za dar, a nie zwrot mienia poniemieckiego, ponieważ zbiory te otrzymaliśmy wraz z całym bogactwem inwentarza ziem nazywanych wtedy odzyskanymi. Z Łodzi do Berlina wyekspediowano ponoć trzynaście pociągów, lecz do daru nie włączono zbiorów ze skrzyń odnalezionych w Krzeszowie, chociaż dzisiaj wiadomo, że władze NRD wiedziały, iż ów depozyt znajduje się w Bibliotece Jagiellońskiej. Postarali się o to agenci Stasi, czyli enerdowskiej służby bezpieczeństwa. Taka zresztą była konkluzja ekspertyzy w 1987 r. sporządzonej przez profesorów Krzysztofa Skubiszewskiego i Mariana Wojciechowskiego dla przewodniczącego Rady Państwa PRL Wojciecha Jaruzelskiego. Profesorowie pisali między innymi: „Zbiory byłej Biblioteki Pruskiej stały się własnością Państwa Polskiego z mocy zarządu sprawowanego przez nie na Ziemiach Odzyskanych”.

Odnalezione w Krzeszowie i przechowywane w Krakowie najcenniejsze zbiory byłej Pruskiej Biblioteki Państwowej muszą pozostać w Polsce jako rekompensata za straty wyrządzone kulturze polskiej przez Trzecią Rzeszę – twierdzi bardzo wielu Polaków. To Niemcy z premedytacją podpalili Bibliotekę Narodową w Warszawie, spalili miliony książek, zrabowali lub zniszczyli tysiące dzieł sztuki, obrócili w gruzy wiele zabytkowych budowli. Z tym zadośćuczynieniem za zbrodniczą wobec kultury polskiej politykę hitlerowskiej Rzeszy nie chcą się pogodzić Niemcy, żądając zwrotu zbiorów „berlinki”. Póki co muszą jednak się liczyć z realiami.

Faktem jest, że nie są to skrzynie złota, a więc nie wzbudzają takiego pożądania, jakiego moglibyśmy się spodziewać, gdyby udało się odgrzebać rzekomy „złoty pociąg” ukryty w zakopanym tunelu w pobliżu Książa. Ale jak się okazuje – jeszcze wszystko przed nami.

Stanisław Michalik

Tags:

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej