Czyżby morowe powietrze?

Polecamy15 listopada, 2017

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

31 października 2017 r. w Sądzie Okręgowym w Świdnicy zapadł wyrok w sprawie dwóch byłych już wałbrzyskich policjantów oskarżonych o pobicie ze skutkiem śmiertelnym 35-letniego Piotra G., mieszkańca wałbrzyskiej dzielnicy Biały Kamień. Była to już druga odsłona tego procesu, albowiem w pierwszej, 26 października 2016 r., zapadł wyrok uniewinniający Pawła H. i Grzegorza K., którym Prokuratura Okręgowa w Świdnicy zarzuciła popełnienie przekroczenia uprawnień, polegających m.in. na tym, iż w trakcie wykonywania czynności służbowych w stosunku do Piotra G., w budynku Komisariatu V Policji, wzięli udział w jego pobiciu 9 sierpnia 2013 roku, narażając go na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia przez zadawanie kopnięć i uderzeń pięścią, czym spowodowali u pokrzywdzonego liczne obrażenia ciała, które skutkowały jego zgonem. Uniewinniając wtedy obu oskarżonych sąd stwierdził, że nie jest w stanie ponad wszelką wątpliwość wskazać na ich winę i sprawstwo, a poza tym nie można wykluczyć, że Piotr G. mógł zostać pobity już po tym, gdy opuścił teren komisariatu. Oczywiście ten – w mojej ocenie kuriozalny wyrok – został skutecznie zaskarżony przez prokuraturę i oskarżyciela posiłkowego, albowiem 28 lutego 2017 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu wyrok ten uchylił, a w uzasadnieniu wyraźnie zalecił, aby fakt pobicia Piotra G. po tym, gdy opuścił komisariat, został konkretnie udowodniony. Oczywiście w drugim procesie udowodnić się tego nie udało, a niesamowicie silne poszlaki wskazywały na to, że do pobicia mogło dojść jedynie na terenie komisariatu. Jednakże 31 października br. sąd stwierdził, że poszlaki te pozwalają jedynie na ustalenie, że pobicia wraz z innym nieustalonym funkcjonariuszem dopuścił się tylko to Paweł H., który był inicjatorem zatrzymania i przewiezienia do komisariatu pokrzywdzonego, z którym następnie przez cały czas miał bezpośredni kontakt. Natomiast jeżeli chodzi o drugiego oskarżonego, sąd uznał, że faktycznie brał udział w interwencji, podczas której zatrzymano Piotra G., ale po przyjeździe do komisariatu zajął się wykonywaniem innych czynności związanych z odprawą funkcjonariuszy i nie ma dowodu, że miał wtedy kontakt z Piotrem G.

Przypomnę, że Piotr G. został zatrzymany za popełnione wykroczenie, które polegało na tym, że odmówił okazania dowodu tożsamości, a w czasie interwencji policjantów używał słów uważanych za wulgarne. Za to wykroczenie został ukarany mandatem, co miało nie wystarczyć oskarżonemu Pawłowi H. i – według akt sprawy – miał on wymierzyć Piotrowi G. we własnym zakresie karę dodatkową, za tragiczne skutki której został skazany na 5 lat pozbawienia wolności. Czy jest to wystarczająco surowa kara za czyn, którego bezpośrednim następstwem była śmierć człowieka? Osobiście mam mocne wątpliwości. Prokuratura żądała dla obu oskarżonych kary 8 lat i po przeanalizowaniu pisemnego uzasadnienia wyroku podejmie decyzję, co do złożenia apelacji.

Uznając, że sąd precyzyjnie ocenił cały materiał dowodowy, należy postawić pytanie: kim mógł być ten drugi funkcjonariusz, który wspólnie z Pawłem H. pobił zatrzymanego, albowiem absolutnie nie powinien on uciec przed wyrokiem. Zastanawiam się nad tym od dłuższego już czasu i analizuję to wszystko, czego się podczas całego procesu dowiedziałem. Otóż w chwili zdarzenia na terenie komisariatu, poza oskarżonymi, przebywało jeszcze trzech innych funkcjonariuszy, w tym pani policjantka, która pełniąc funkcję dyżurnego, dwóch pozostałych odprawiała do służby. Z całej tej piątki, tylko jeden z policjantów wyraził zgodę na przebadanie poligrafem i prowadzący to badanie biegły (jeden z najlepszych) stwierdził, że nie brał on udziału w pobiciu, ale na ten temat posiada konkretną wiedzę, której jednak nie chce ujawnić. Wprawdzie wyniki takich badań nie stanowią samodzielnego dowodu, ale mogą być uznane przez sąd za tak zwany dowód posiłkowy, który też ma swoją odpowiednią wagę i wymowę. Jeżeli w pobiciu udziału nie brał zarówno Grzegorz K., jak i ten policjant, który nie obawiał poddać się badaniu na prawdomówność, to pozostało (poza Pawłem H.) jeszcze dwóch innych obecnych w komisariacie. Ustalono, że Piotr G. jednemu z kolegów mówił przez telefon, że został pobity przez „grubego policjanta”. Na ten wątek, podczas pierwszej odsłony procesu, sąd zwrócił uwagę, wskazując, że nikt z policjantów nie ma takiej tuszy, aby można było nazwać go grubym, a więc nikt z nich nie mógł pobić Piotra G. Mnie się jakoś tak w oczy rzuciło, że jednym z funkcjonariuszy obecnym w tej jednostce była kobieta, której ewentualnego udziału w pobiciu ani prokuratura, ani żaden z orzekających składów nie brał pod uwagę. Uważam to za istotny błąd, mając na względzie właśnie to zeznanie mówiące o „grubym policjancie”, który – według Piotra G. – miał się dopuścić jego pobicia. Gdybym był prowadzącym to śledztwo, to poszedłbym tym śladem od samego początku, opierając się nie tylko na tym fragmencie, ale także, a właściwie przede wszystkim, na tak zwanej „tajemnicy poliszynela”. Wałbrzyscy policjanci doskonale wiedzę o co chodzi. Mam nadzieję, że jeżeli wyrok z 31 października się utrzyma, to organy ścigania nie odpuszczą i podejmą skuteczne poszukiwania tego drugiego policjanta, przez którego Piotr G. stracił życie. Mogę jedynie podpowiedzieć, że idąc tym tropem powinny postarać się odszukać kilku mieszkańców Białego Kamienia i poprosić ich, aby opowiedzieli, kto im na tym komisariacie najczęściej „kości łamał”, a czynił to z wielką wprawą i dokładnością.

Zastanawiam się bardzo często, czym kierują się ci policjanci, którzy z taką ochotą zatrzymanym osobom spuszczają przysłowiowe manto. Czy im to sprawia jakąś przyjemność? Jeżeli tak, to dziwi mnie, że tego typu osobnicy przechodzą przez ponoć gęste sito badań psychologicznych, którym poddawani są kandydaci do służby w policyjnych mundurach. Dlaczego dla kilku chwil wątpliwej przyjemności ryzykują cudze życie i zdrowie, a także swoje życie osobiste i zawodowe. Coś w systemie naboru musi mocno szwankować, jeżeli przypadki stosowania niedozwolonej przemocy, lub innego przekroczenia uprawnień, zdarzają się nader często, a zwłaszcza w Wałbrzychu. No bo przecież całkiem niedawno skazano za pobicie na komisariacie dwóch policjantów z „Jedynki”, dwóch kolejnych (którzy porwali bezdomnego i wywieźli go za miasta – po co ? – gdzie zmarł z ochłodzenia) proces niedawno się rozpoczął, a kolejny funkcjonariusz z Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu czeka w kolejce. Czeka, ponieważ prokuratura nader się ślimaczy ze śledztwem wszczętym na podstawie zgłoszenia przez jedną z mieszkanek Wałbrzycha, którą to ów policjant napadł na ul. Nowy Świat, w jej własnym samochodzie i – używając niedozwolonej przemocy – fizycznej uszkodził jej mienie, a także złośliwie oskarżył ją o wykroczenia, z których niedawno prawomocnie uniewinnił ją Sąd Okręgowy w Świdnicy.

Powietrze jakieś morowe tu panuje, czy co?

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,