Bogu na chwałę…

Polecamy15 listopada, 2017

 

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

To, o czym opowiem za chwilę, budzi we mnie uczucie zażenowania i złości. Czuję się upokorzony kłamliwymi hasłami o samorządności, o tym że w swojej gminie możemy sami decydować, co jest dla nas najlepsze. By jednak odpowiednio opisać ten problem muszę wrócić do przeszłości.

Co wiemy o przeszłości naszego miasta? Czy warto do tego powracać? Czy to ma jakieś znaczenie? Myślę, że tak, choć nie jest takie proste i łatwe. Wielu z nas nie ma na to czasu, wielu nie czuje takiej potrzeby. A przecież każde miasto i wieś, każdy obiekt publiczny czy prywatny, każda skiba ziemi uprawnej, każdy ogród, a nawet drzewo rosnące przy drodze, to efekty czyjeś troski, zabiegów i pracy, czyjegoś wysiłku i poświęcenia. By przekonać o tam, jak ważną jest pamięć o przeszłości i jak ważnym jest, by docenić osiągnięcia byłych niemieckich gospodarzy naszego miasta opowiem ciekawą historię jednego z okazałych budynków publicznych w Głuszycy.

Dies haus soll rargen hoch und hehr, Gott zur Ehr, der Jugend zur Lehr, der Tugend zur Wehr! – Ten dom powinien wznosić się i rozwijać Bogu – na chwałę, młodzieży – na naukę, cnocie – na obronę!

Takie motto przyświecało budowniczym wyniosłego budynku z czerwonej klinkierówki, wznoszącego się w centrum, na wysokim zboczu nad główną drogą prowadzącą przez ówczesną Wüstegiersdorf, dzisiejszą Głuszycę. Wypowiedział je proboszcz Lorenz, 15 kwietnia 1901 roku, w dniu uroczystego otwarcia nowo zbudowanej szkoły, będącej chlubą i ozdobą prężnie rozwijającej się, uprzemysłowionej gminy. Proboszcz parafii, ksiądz Dziekan Lorenz, mieszkał obok kościoła w Głuszycy Górnej. Jego nagrobek znajduje się jeszcze na tamtejszym cmentarzu.

Szkoła i kościół były ze sobą ściśle związane, ale w Głuszycy były dwa kościoły w osobliwy sposób podzielone, nie oznacza to, że były wobec siebie wrogie. Dla uniknięcia jakichkolwiek konfliktów, w szkole zaplanowano dwie odrębne kondygnacje i dwa wejścia – jedno dla dzieci ewangelików, drugie dla katolików. Wszyscy uczniowie uczyli się pod jednym dachem, ale byli podzieleni na klasy według wyznania. Były dwie władze szkolne, dwóch dyrektorów i dwóch inspektorów. Jednym z nich był pastor Noack z ewangelickiego kościoła Matki Boskiej Królowej Polski, drugim – proboszcz katolicki Lorenz, o którym była mowa powyżej. W dniu otwarcia szkoły obydwaj ją poświęcili i pobłogosławili, akceptując w całej rozciągłości ideę przewodnią szkoły, zaczynającą się od pięknej maksymy wspomnianej na wstępie. Warto przytoczyć tutaj fragment przemówienia inspektora Vigoroux odnotowany w kronice szkolnej prowadzonej przez zasłużonego nauczyciela, Kutnera:

„…podczas gdy wielkie budowle lat minionych popadły w ruinę, jak na przykład zamek Rogowiec, który był głównym miejscem walk i rozbojów, powstają dzisiaj budowle, gdzie młodzież może się rozwijać duchowo, by później zająć godne miejsce w społeczeństwie. Taką budowlą jest nowo zbudowana, dziś uroczyście poświęcona szkoła”. Każdy mieszkaniec Głuszycy domyśla się od razu, że mowa tu o budynku szkolnym przy ul. Grunwaldzkiej, dawnej „jedynce”, potem przez kilka lat gimnazjum, a obecnie – łza się w oku kręci, obecnie przedszkolu, a o docelowo żłobku!

Odsłońmy więc ciekawsze fakty historyczne z przeszłości szkoły. To, że wiemy o szkole więcej niż podają dostępne źródła historyczne jest zasługą władz gimnazjum, które odważyły się nawiązać kontakty z niemieckimi przesiedleńcami i od kilku lat gościć ich w murach szkoły, w której uczyli się w latach dzieciństwa. Jeśli piszę o odwadze władz gimnazjum, to nie bez kozery, bo przecież byliśmy przez wszystkie lata PRL-u przyzwyczajani do tego, aby ukrywać niemiecką przeszłość tych ziem, o których się mówiło tylko i wyłącznie, że są to prastare ziemie piastowskie, a niemieckich przesiedleńców traktowano jak potencjalne zagrożenie (bo mogą w każdej chwili tu powrócić i przegonić polskich osadników). Ten stereotyp myślenia funkcjonuje do dziś, choć jesteśmy już we wspólnej Europie, gwarantującej nienaruszalność granic, a odwiedzający gimnazjum Niemcy na każdym kroku podkreślają, że o żadnym powrocie do Głuszycy nikt z nich nie myśli, ale jest to ich „gniazdo rodzinne” – Heimat, który dla każdego człowieka wiąże się ze wspomnieniami z lat młodości, najpiękniejszymi i niepowtarzalnymi. Są to więc wycieczki nie tylko krajoznawcze, ale i sentymentalne – za każdym razem wywołujące wzruszenie.

Powróćmy jednak do historii, bo jest jeszcze kilka ciekawych rzeczy do powiedzenia.

Budowa szkoły nie była łatwa i przyjemna. Najpierw w 1891 roku wykupiono grunty, na których obok budynku szkolnego planowano budowę sali gimnastycznej i boiska sportowego. Kosztowało to na owe czasy pokaźną sumę – 6300 marek. Później wyłoniono wykonawcę robót, majstra Langera, który w listopadzie 1900 roku ukończył budowę, tak że można było oddać do użytku część pomieszczeń dla Szkoły Gospodarstwa Domowego. Była to szkoła dla dziewcząt, które uczyły się w niej wychowywać dzieci, dobrze gospodarować pieniędzmi, sprawnie wykonywać domowe prace, smacznie gotować, jednym słowem – być doskonałym materiałem na żonę. Owa Szkoła Gospodarstwa Domowego stała się częścią szkoły podstawowej, otwartej – jak już wspomniałem – w 1901 roku. W 1919 roku włączono do budynku jeszcze – „wyższe klasy”, w których realizowano program gimnazjum. Ułatwiało to kontynuowanie nauki na miejscu bez konieczności dojazdu do Wałbrzycha lub Świdnicy, co w tamtych czasach nie było sprawą prostą. 1 stycznia 1940 roku, a więc po wybuchu II wojny światowej, obie szkoły – ewangelicka i katolicka zjednoczyły się i zostały wyłączone spod wpływów kościołów. W czasie wojny życie szkoły toczyło się normalnie, choć zmalała liczba uczniów i wstrzymano funkcjonowanie klas gimnazjalnych. Pod koniec wojny – w związku z olbrzymią ilością chorych więźniów w rozmieszczonych w Głuszycy podobozach obozu koncentracyjnego Gross-Rosen – otwarto w budynku szkolnym tymczasowy szpital. Dopiero we wrześniu 1946 roku do budynku powróciła ponownie dziatwa szkolna. Była to już polska szkoła dla polskich dzieci, tak jak cała gmina Głuszyca, bo znalazła się ona na Ziemiach Zachodnich, które mocą układu poczdamskiego znalazły się w nowych granicach państwa polskiego.

Ile takich okazałych budynków o swojej nieznanej, nie odkrytej historii znajduje się wokół nas? Czy nie warto próbować poznać ich rodowód, odsłonić karty przeszłości. Jestem przekonany, że staną się one nam bliższe, że pozwolą trwalej się związać z tą ziemią, której staliśmy się gospodarzami.

Budynek szkolny w Głuszycy służył kształceniu i wychowaniu dzieci i młodzieży, tak jak dawniej – „Bogu na chwałę, młodzieży na naukę, cnocie na obronę”. Od czasów jego zbudowania minęło już ponad 100 lat, ale w jego wyglądzie zewnętrznym nie zmieniło się wiele. Świadczy to wymownie o jego budowniczych. W dodatku jest to unikat architektoniczny objęty opieką konserwatora zabytków.

Gimnazjum polskie w tym budynku spełniało bardzo ważną rolę edukacyjną i wychowawczą. Przedłużało przez trzy lata możliwość kontynuowania przez młodzież z całego miasta nauki na miejscu bez konieczności dojazdu do Wałbrzycha. Gimnazjum w znacznej mierze poprawiło stan techniczny budynków, wzbogaciło się w nowoczesne pomoce naukowe i sprzęt audiowizualny, odnowiło salę gimnastyczną i boiska sportowe, cieszyło się rosnącym uznaniem rodziców i władz samorządowych. Bezwzględność reformatorów systemu edukacji zmusiła samorządowe władze miejskie do likwidacji gimnazjum. Nie miały one w tej sprawie nic do powiedzenia. Starają się ratować budynek i jego zaplecze, organizując w nim przedszkole i żłobek. Głuszycką „jedynkę”, a potem gmach gimnazjalny trzeba znów reorganizować, by dostosować je do potrzeb dzieci najmłodszych. A młodzi, dziewczęta i chłopcy po ośmioklasówce, jak za dawnych dobrych czasów PRL-u, będą dojeżdżać do szkół wałbrzyskich. A dlaczego ? Bo tego wymaga „dobra zmiana”.

Cieszmy się, że jeden cel tej historycznej budowli pozostał constans: Bogu na chwałę!

Stanisław Michalik

Tagi: ,