Ta książka to prawdziwa pułapka

Polecamy20 października, 2017

 

Proszę sobie wyobrazić sytuację dwóch braci z żonami, którzy zdecydowali się spędzić bożonarodzeniowy tydzień w oddalonej od świata i ludzi opuszczonej gajówce w Górach Izerskich, pozbawionej światła i wody, wyposażonej w wysłużone meble, a w dodatku robiącej złe wrażenie. Bliscy sobie młodzi poszukiwacze skarbów wiedzieli, co ich czeka, zaś decyzję o tak egzotycznym spędzeniu świąt podjęli z uzasadnionych powodów. Liczyli na to, że o tej porze roku i w czasie świątecznym mogą dotrzeć do podziemnej sztolni incognito. Nikt ich nie będzie obserwował, nikt nie pójdzie ich śladem, by się dowiedzieć, gdzie się faktycznie znajduje poszukiwana od lat tajemnicza „szczelina jeleniogórska”. A gdyby się udało spenetrować kryjówkę i odszukać ukryte przez Niemców kosztowności i drogocenne dzieła sztuki, to mogłoby się to odbyć w całkowitej konspiracji. Już sama podróż na odludzie terenową toyotą w „oku cyklonu”, bo takie wrażenie zrobiła gwałtowna burza z piorunami i błyskawicami, mogła przerazić żony obydwu frustratów, ogarniętych manią poszukiwawczą, a co dopiero pustelnia w czeluściach nocy. Ale młodzi odkrywcy nie myśleli nawet o tym, by zrezygnować z zaplanowanej przygody.

Oddaję głos narratorce:

„Gdy jednak wieczorem rozsiedli się wokół stołu, na ławach przykrytych miękkimi skórami, z chłodu, który ich przywitał, nie pozostało nawet wspomnienie. Zdążyli też zapomnieć o przerażeniu, które ich ogarnęło podczas burzy. Buzujący pod blachą i w kominku ogień przywodził na myśl amerykańskie filmy o osadnikach na Dzikim Zachodzie, wiodących pełen trudów, lecz szczęśliwy żywot. Żaden komentator telewizyjny nie robił im papki z mózgu, ani żaden serial nie przenosił ich w nierealny, przesłodzony świat. Ciepłe światło lamp naftowych rzucało tajemnicze cienie na ściany, wokoło panowała błoga cisza, a za oknami czaiła się najczarniejsza z czarnych nocy. Najdłuższa w roku.”

Oto jeden z wątków sensacyjnej fabuły nowej książki Jolanty Marii Kalety pt. „Pułapka”. Powieść obfituje w liczne wątki wzajemnie się przeplatające i potęgujące napięcie do granic wytrzymałości. Podobnie jak wcześniejsze jej książki, nie da się „Pułapki” czytać powoli. Pierwszy raz czyta się ją bez wytchnienia, a dopiero potem od nowa, by móc już bez pośpiechu delektować się kunsztem pisarskim autorki. A jest czym się zachwycić, bo powieściopisarka potrafi znakomicie wzbogacać wątki fabularne osobistymi dygresjami świadczącymi o znajomości ludzi i życia, jest mistrzem dialogów i artystycznych opisów przyrody, a przede wszystkim – kreatorem scen pełnych dramatyzmu i grozy. „Pułapka” mieści się w kategorii książek sensacyjnych i – podobnie jak wszystkie inne powieści Jolanty Marii Kalety – dotyka zagadkowych historii i tajemniczych wydarzeń związanych z historią powojenną, a dziejących się na Dolnym Śląsku.

Tym razem głównymi miejscami akcji są Lwówek Śląski i Świeradów-Zdrój i rzecz nie dotyczy już trudnej sytuacji na tzw. „dzikim zachodzie” i okrytej tajemnicą walki wywiadu niemieckiego z radzieckim przy udziale polskiej milicji, jaka miała miejsce w pierwszych latach powojennych, m. in. w Górach Sowich i Kamiennych. Autorkę książki zafascynowała tocząca się w ukryciu rywalizacja grup poszukiwaczy skarbów, o których w regionach górskich Dolnego Śląska powstała już prawdziwa legenda. Tak jest z tzw. „szczeliną jeleniogórską”, gdzie rzekomo pod koniec wojny ukryte zostały przez wycofujących się Niemców prawdziwe skarby. W „Pułapce”, dość obfitej książce, bo liczącej sobie ponad 500 stron, obserwujemy z rosnącym napięciem dramatyczne próby dotarcia do sedna sprawy. O tym, czy „szczelina jeleniogórska” to prawda czy fikcja, dowiemy się z książki Jolanty Marii Kalety. Ale wartość powieści polega na tym, że obok perypetii z odkryciem tajemnicy „szczeliny jeleniogórskiej” rozgrywają się dramatyczne losy jej bohaterów i jak zwykle u wrocławskiej pisarki mrożące krew w żyłach sceny, poczynając od tej na samym początku z niewiarygodnym stworzeniem, które pojawiać się będzie przez cały ciąg powieści, pozostawiając po sobie krwawe ślady, by wreszcie na koniec odkryć jego istotę. Nic więc dziwnego, że tytułowa strona „Pułapki” uderza w oczy olbrzymią krwawą plamą z tajemniczym napisem: „nic nie jest tym, czym się wydaje”.

Jestem szczęśliwym posiadaczem książki dzięki naszej Miejskiej Bibliotece w Głuszycy. Wiem, że pojawiła się ona właśnie teraz, a pierwsze spotkanie promocyjne z pisarką miało miejsce w Świeradowie-Zdroju. My zaś żyjemy zaplanowanym spotkaniem u nas w głuszyckim CK MBP w niedzielne popołudnie 22 października. Wbrew temu co można by sądzić nowa książka Jolanty Marii Kalety jest nam tak samo bliska jak wcześniejsze „W cieniu Olbrzyma” i „Riese”, tam gdzie śmierć ma sowie oczy”. A dlaczego? Otóż mamy w tej książce frapujące sceny związane z odkryciami w głuszyckich podziemiach Gór Sowich. Tym razem dotyczą one zagadki Sobonia, gdzie – podobnie jak pod Osówką – prowadzone były przez Niemców intensywne prace budowlane podziemnych sztolni. Myślę, że dla wielu Czytelników to, co dowiadujemy się z książki o pracach odkrywczych pod Soboniem, będzie swego rodzaju rewelacją. A przecież nie jest to tylko plon fantazji autorki, ale fakt potwierdzony w mediach.

Dla nas nowa książka Jolanty Marii Kalety okazuje się prawdziwą pułapką, bo tymi kartkami poświęconymi podziemiom Sobonia, przyciągnie nas jeszcze bardziej do tego, by ją nabyć i przeczytać od deski do deski, podobnie jak dwie poprzednie, bo cóż jest bardziej frapującego jak książka, której akcja rozgrywa się w naszym miejscu zamieszkania.

Książka jest już do nabycia w MBP w promocyjnej cenie – 30 zł., a w niedzielę 22 października o godz. 17.00 spotykamy się z naszą wspaniałą powieściopisarką. Do zobaczenia!

Stanisław Michalik

kaleta gluszyca 2017

Tagi: , , ,