Krótka rozprawa między wójtem a prokuratorem

Polecamy16 października, 2017

Krótka rozprawa między wójtem a prokuratorem

 

– Jesteśmy niewinni i dowiedziemy tego przed sądem, a osoby, które pomówiły nas, pociągniemy do odpowiedzialności karnej – mówią wójt Gminy Stare Bogaczowice Mirosław Lech i jego zastępca Bogdan Stochaj. Obaj samorządowcy 12.10.2017 r. zostali doprowadzeni do Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu. Podczas przesłuchania nie przyznali się do stawianych im zarzutów przekroczenia uprawnień i przyjęcia korzyści majątkowej.

 

– Jesteśmy niewinni i dlatego proszę, aby nasz wizerunek, nasze nazwiska, nasze imiona publikować w całości, ponieważ nie widzimy potrzeby, żeby były używane jakieś skróty czy też zamazanie wizerunku. Nie jesteśmy przestępcami i nie mamy nic do ukrycia – powiedział wójt Mirosław Lech na zwołanej w poniedziałek konferencji prasowej w Urzędzie Gminy Stare Bogaczowice.

 

Spektakularne zatrzymanie

 

– Zostaliśmy przez naszą wałbrzyską prokuraturę potraktowani jak najgroźniejsi przestępcy w kraju. 12 października około godziny 12.10 do mojego gabinetu weszło czterech uzbrojonych funkcjonariuszy z Wydziału do Walki z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Oświadczyli mi o postanowieniu Prokuratora Rejonowego w Wałbrzychu, że jestem zatrzymany i muszę być przymusowo doprowadzony do prokuratury w celu przedstawienia mi zarzutów oraz przesłuchania w charakterze podejrzanego. Wszystkie czynności, które nakazali mi funkcjonariusze, wykonałem bez żadnych obiekcji, nie stawiałem żadnego oporu, a mimo to zostałem zakuty w kajdanki w obecności pracowników oraz interesantów, którzy byli obecni w urzędzie gminy i – jak pospolity bandyta – wyszedłem w kajdankach do samochodu policjantów – relacjonuje przebieg zatrzymania wójt Gminy Stare Bogaczowice.

– Po mnie trzech uzbrojonych funkcjonariuszy przyjechało do domu, gdzie sprawowałem opiekę nad moim dziewięciomiesięcznym synem – relacjonuje przebieg zatrzymania Bogdan Stochaj, zastępca Wójta Gminy Stare Bogaczowice. – Zaznaczę tylko, że w tym czasie przebywałem na urlopie wypoczynkowym. W asyście chodzących krok w krok za mną policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu oczekiwałem na powrót mojej małżonki i mojej sześcioletniej córki, a następnie na oczach których zostałem wyprowadzony z domu i zakuty w kajdanki doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu. Działanie policjantów na wniosek Prokuratora Rejonowego w Wałbrzychu stanowiło naruszenie prawa w zakresie podstaw formalnych i faktycznych, dotyczących zatrzymania i przymusowego doprowadzenia.

Prokurator Rejonowy w Wałbrzychu twierdzi, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem.

– Prokurator prowadzący sprawę wydał postanowienie o zatrzymaniu z uwagi na to, że w jego ocenie były podstawy do zastosowania środków zapobiegawczych. Realizację tych czynności zlecił Komendzie Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Sposób zatrzymania, rodzaj użytych środków i czynności, jakie były podejmowane na miejscu, w czasie zatrzymania, podejmowane były przez Komendę Wojewódzką Policji we Wrocławiu. Na to prokurator ani Prokuratura Rejonowa w Wałbrzychu nie miały najmniejszego wpływu – tłumaczy prokurator Marcin Witkowski.

Zarzuty odpierają także policjanci.

– Sposób doprowadzenia osoby podejrzanej o popełnienie przestępstwa określony jest szczegółowymi przepisami jakie środki policjanci muszą podjąć, by konwój wykonać zgodnie z przepisami i w sposób bezpieczny – wyjaśnia Paweł Petrykowski z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej policji we Wrocławiu.

 

Rażące naruszenie prawa?

 

– Cała sprawa budzi szereg wątpliwości. Rodzi się pytanie: czy potrzeba przesłuchania nas w sprawie z 2016 roku stała się tak pilna, a włodarze gminy tak niebezpieczni, że funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu zrobili to przy użyciu kajdanek? Na podstawie przepisów Kodeksu Postępowania Karnego uważamy, że sposób doprowadzenia nas do Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu, stanowi rażące naruszenie prawa w zakresie podstaw formalnych i faktycznych dotyczących zatrzymania i przymusowego doprowadzenia.

Art. 247 § 1 pkt 2 Kodeksu Postępowania Karnego stanowi, że zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie osoby podejrzanej można zarządzić w sytuacji, kiedy osoba podejrzana może w inny bezprawny sposób utrudniać postępowanie. Z treści tego przepisu wynika w sposób nie budzący wątpliwości, że chodzi o sytuacje inne niż wskazane w pkt 1 przepisu, czyli gdy zachodzi uzasadniona obawa, że osoby, wobec których prowadzone są działania nie stawią się na wezwanie w celu przeprowadzenia z ich udziałem czynności, o których mowa w art. 313 § 1 (postanowienie o przedstawieniu zarzutów) lub art. 314 (modyfikacja zarzutów), albo badań lub czynności, o których mowa w art. 74 § 2 lub 3 (prawa i obowiązki oskarżonego).

Zastosowanie art. 247 § 1 pkt 2 K.P.K. wskazuje zatem, że prokurator wydając postanowienie nie wyrażał obawy, że nie stawimy się na wezwanie w celu przeprowadzenia czynności procesowych wymagających naszego udziału. Jeżeli zatem uznał, że zachodzą inne niż wskazane w pkt 1 przesłanki, to winien w uzasadnieniu wskazać w sposób jasny i szczegółowy, jakich konkretnie bezprawnych

z naszej strony działań utrudniających postępowanie się obawia. Samo stwierdzenie, że „istnieje uzasadnione podejrzenie, że podejrzany będzie utrudniać postępowanie karne” nie spełnia wymogu merytorycznego i faktycznego uzasadnienia podjętych czynności procesowych.

Brak merytorycznych i faktycznych podstaw do dokonania zatrzymania i przymusowego doprowadzenia narusza jednocześnie w sposób rażący nasze prawo obywatelskie wynikające z art. 41 Konstytucji RP. Postanowienie o zatrzymaniu i przymusowym doprowadzeniu do prokuratury, dotyczy krótkotrwałego pozbawienia wolności, a więc godzi w jedno z najważniejszych dóbr rangi konstytucyjnej. Należy zatem mieć na uwadze, że nie jest to jedynie decyzja porządkowa, administracyjna, ale decyzja, która czasowo znosi wolność osobistą człowieka i jako taka stanowi poważną ingerencję w podstawowe prawa i wolności jednostki. Takie rozumienie przepisów dotyczących zatrzymania i przymusowego doprowadzenia, wyraźnie podkreślił Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 5 lutego 2008 r. (sygn. K 34/06, OTK-A 2008/1/2), stwierdzając, że „nie ulega wątpliwości, że decyzja o zatrzymaniu dotyka – jednego z najważniejszych praw człowieka – wolności osobistej. Wchodzi tym samym eo ipso w zakres regulacji art. 41 Konstytucji”.

Ponadto postanowienie opiera się na art. 220 § 1 k.p.k. z treści którego wynika, że dotyczy ono przeszukania pomieszczeń lub osoby, co wymaga wydania stosownego nakazu przeszukania. Jednakże z treści postanowienia (pkt. 3) wynika jednoznacznie, że dotyczy to przeszukania celem odnalezienia podejrzanego, co sugeruje, że prokurator wydający postanowienie zakładał, iż będziemy się przed organami ścigania ukrywali.

Powyższa obawa nie ma żadnego – nawet logicznego – uzasadnienia, albowiem do momentu wkroczenia funkcjonariuszy policji, nie mieliśmy świadomości, że znajdujemy się w kręgu zainteresowania prokuratury. Nie zostaliśmy o takim zainteresowaniu powiadomieni i nie przeprowadzono w stosunku do nas jakichkolwiek czynności procesowych, które to czynności pozwoliłyby nabyć nam wiedzę, że jesteśmy o cokolwiek podejrzewani.

Mając powyższe na uwadze stwierdzić należy, że zastosowanie takiej formy, jak zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie, nie miało najmniejszego uzasadnienia prawnego i faktycznego, a więc naruszało nasze prawa obywatelskie określone w Konstytucji RP.

Na podkreślenie zasługuje również fakt, iż wobec nas zastosowano środki przymusu bezpośredniego w postaci kajdanek, co odbyło się z naruszeniem naszego prawa do godności osobistej (art. 30 Konstytucji) oraz z naruszeniem naszej czcić, której ochronę prawną zapewnia nam art. 23 i 24 Kodeksu Cywilnego – wyjaśniają w oświadczeniu Mirosław Lech i Bogdan Stochaj.

 

Dał łapówkę, chodnika nie dokończył

 

– Źródłem tej sprawy była inwestycja, którą prowadziliśmy w 2016 roku. To była budowa chodnika przy drodze powiatowej w miejscowości Stare Bogaczowice. Ten chodnik miał niespełna 250 metrów. Wartość tej inwestycji to około 57 tysięcy złotych. Przedstawiono nam zarzuty wspólnego przyjęcia korzyści majątkowej na 12 tysięcy złotych. Dodam, że wykonawca, który miał nam wręczyć tę korzyść majątkową, tak naprawdę nie dokończył tej inwestycji podkreśla Mirosław Lech.

 

Konflikt z rodziną prokuratora

 

– Jak widać mamy prawo czuć się jak bohaterowie „Procesu” Kafki. Cała ta sytuacja wydaje się absurdalna, ale zastanawia nas jedno: prokuratura, która prowadzi tę sprawę, czyli Prokuratura Rejonowa w Wałbrzychu, w której zespole pracuje prokurator rejonowy, blisko spokrewniony z byłą dyrektorką Zespołu Szkół w Starych Bogaczowicach, która została przez obecnego wójta odwołana ze stanowiska. Kobieta ta jest od tamtego czasu w wieloletnim konflikcie z władzami Gminy Stare Bogaczowice – zaznaczył Bogdan Stochaj.

Prokuratura nie komentuje tego aspektu sprawy twierdząc, że sprawa ma oparcie w zebranym materiale dowodowym.

Robert Radczak

 

SONY DSC

 – Jesteśmy niewinni i dowiedziemy tego przed sądem, a osoby, które pomówiły nas, pociągniemy do odpowiedzialności karnej – mówią Mirosław Lech i Bogdan Stochaj.

Tagi: , , , , ,