Wałbrzyska smuta

Polecamy21 czerwca, 2014

Janusz Bartkiewicz

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

 

Wprawdzie od wyborów do Parlamentu Europejskiego minęło już trochę czasu, ale dyskusja, jaką niedawno odbyłem na temat tego, co się aktualnie w Wałbrzychu dzieje, zainspirowała mnie do pewnych przemyśleń i wniosków. Uważam więc, że w Wałbrzychu jednocześnie dzieje się wiele i nic zarazem, a ten swoisty oksymoron rozgrywa się na kilku płaszczyznach, ma więc swoje logiczne uzasadnienie.

Dzieje się wiele, bo od 1989 roku nie widziałem takiego wielkiego placu budowy. I bardzo dobrze, bo nareszcie znalazł się odważny prezydent miasta, który mimo wielu gromów lecących na jego głowę, podjął się dzieła unowocześnienia miasta, budowy, rozbudowy, czy rewitalizacji kilku placówek kulturalnych, unowocześnienia miejskiej komunikacji, kanalizacji, czy zapoczątkowania budownictwa komunalnego. Nie dzieje się nic, bo w dalszym ciągu wałbrzyszanie nędznie zarabiają, lub nie zarabiają w ogóle, pozostając na hańbiących zasiłkach dla najuboższych, przez co masowo opuszczają Wałbrzych, szukając lepszego życia w innych aglomeracjach lub poza granicami kraju. Nawet mój syn (i jego narzeczona) przestał być wałbrzyszaninem i po studiach na stałe przeniósł się do Wrocławia, bez zamiaru powrócenia tu kiedykolwiek. Podobno w Wałbrzychu zamieszkuje nie więcej niż 100 tys. mieszkańców, chociaż oficjalnie jest ich o dwadzieścia parę tysięcy więcej. Różnica bierze się stąd, że zdecydowana większość wyjeżdżając nie dokonuje wymeldowania (syn z dziewczyną wymeldowali się) i nawet ci, co na „śmieciówkach” nielegalnie pracują we Wrocławiu, przyjeżdżają  tu tylko raz w miesiącu, aby podpisać listę w urzędzie pracy. Jak się dobrze przyjrzymy wałbrzyskim ulicom to zauważymy, że znikają z nich liczne sklepy, kawiarnie, restauracje, czy puby. Ich miejsce zajmują oddziały licznych banków, albo świecą pustkami z kartką na szybie wystawowej informującą, że lokal jest do wynajęcia lub sprzedania. Po godzinie 17-tej na ulicach przemykają się pojedyncze osoby, a pod wieczór to już zupełna pustynia.

No dobrze, zapyta ktoś, ale co to ma wspólnego z wyborami do Parlamentu Europejskiego? Ano ma i to bardzo wiele. Na przykład to, że potwornie niska w Wałbrzychu frekwencja wyborcza (17,88%) jest właśnie efektem społecznej beznadziei, tak bardzo widocznej na wałbrzyskich ulicach. Brak zainteresowania tymi wyborami jest owocem przekonania, że na nic nie mamy wpływu, a wybory są po to, aby iluś tam cwaniakom umożliwić zarobienie dużych pieniędzy tylko za to, że będą podnosili do góry ręce podczas głosowania. I taka postawa decyduje właśnie o tym, że do różnych wybieralnych ciał dostają się absolutnie nie ci, którzy by na to zasługiwali. Bo większa frekwencja, to oczywiście większe sito, odrzucające wszelkie plewy. W Wałbrzychu najwięcej głosów uzyskała Platforma Obywatelska (44,22%) znana z tego, że wiele obiecuje, a mało robi. Chyba, że chodzi o własny interes lub interes bliskich i dobrych znajomych. PiS zajęło drugie miejsce (22,36%), ale partia ta znana jest z tego, że utrzymuje się na fali jedynie dlatego, iż bezpardonowo atakuje PO, a dla obywatela faktycznie robi mało. A jak mogli coś zrobić, to zaczęli od aresztów wydobywczych i pukania o szóstej rano do drzwi z nakazem zatrzymania, bez przedstawienia dowodów. Trzecia pozycja to SLD-UP (17,88%), ale wiadomo, że SLD to, to partia bez politycznego kręgosłupa, zainteresowana bardziej utrzymaniem swej pozycji niż autentycznym działaniem na rzecz tych wszystkich, którzy czują się beznadziejnie i dlatego popadają w stan społecznej apatii. Partia o silnym kręgosłupie ideowym nie przyjmuje w swoje szeregi tych, co ją już raz zdradzili i działali na jej szkodę, dokonując rozłamu i opluwając publicznie. Nie toleruje tych, którzy powróciwszy na jej łono, zaczynają publicznie dezawuować jej działania i wyśmiewać panujące w niej stosunki i układy. Jak ktoś toleruje takie postawy, pokazuje swoją słabość, a na słabych się nie głosuje. Obecna sztandarowa twarz wałbrzyskiej lewicy, radny i niedawny aktywista z ugrupowania wałbrzyskiego fatal terrible, czyli Longina Rosiaka, kolejny raz przekonał się, że w Wałbrzychu – pomimo kolejnej zmiany politycznej barwy – szans nie ma, bo uzyskał jedynie 3064 głosy poparcia. A ja zastanawiam się ile z tych głosów pochodziło od tych, co mieli jakieś nadzieję, iż uda się jemu jakimś cudem wedrzeć na salony PE i opuścić wałbrzyskie polityczne podwórko. Partią zwaną Unią Pracy nie ma sobie co głowy zawracać, bo zdaje się w Wałbrzychu składa się ona z przewodniczącego i jego kolegi. Sądzę tak, bo wielokrotnie pytałem owego przewodniczącego ilu ich w Wałbrzychu jest, lecz zbywał mnie wyniosłym milczeniem. Kolejne wybory przed nami, ale o tym później.

http://www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: