Internetowy miszmasz

Polecamy4 października, 2017

 

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

Wziąłem sobie do serca sentencję Denisa Diderota: „Ludzie przestają myśleć, kiedy przestają czytać”. Ta „złota myśl” francuskiego pisarza, krytyka literatury i sztuki, filozofa i encyklopedysty okresu oświecenia, przyświeca mi od dłuższego czasu. Zwłaszcza, że mam go teraz, na stare lata, znacznie więcej niż dawniej. Czytam wszystko co mi wpadnie pod rękę, a nieomal obowiązkowo portale internetowe. Tam znajduję świat o jakim przez całe moje lata młodości i dojrzałego życia nawet mi się nie śniło.

Biskup Ignacy Krasicki pisał swego czasu o miasteczku, w którym było „klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki”. Ale to było bardzo dawno temu. Gdyby żył dziś, to musiałby klasztory zamienić na markety. To tutaj koncentruje się życie materialne i duchowe współczesnego laikatu. Najlepiej to widać, gdy zbliżają się jakiekolwiek święta, a najwyraźniej na Boże Narodzenie. To właśnie te ubogacone wielowiekową tradycją, staropolskie święta, które kojarzą się wszystkim przede wszystkim z suto zastawionym stołem, ożywiają naszą energię i pozwalają wyekspediować wszystkie zasoby pieniężne, byle tylko w świątecznej w lodówce, na stole i pod choinką niczego nie zabrakło.

Aż miło znaleźć się tuż przed świętami w „Tesco”, „Auchan”. „Kauflandzie” „Biedronce”. „Dino”. „Eco” itd., itp. A święta w marketach są już od początku listopada i zachęcają w nich do obfitych zakupów specjalnie wydzielonymi segmentami różnokolorowych, błyszczących stroików i świecidełek, a także prezentami pod choinkę. Wszędzie rojno i gwarno, można obcować bezpośrednio z bogatym światem luksusu, można odurzyć się urzekającą atmosferą przepychu i blichtru, spotkać dawno nie oglądanych znajomych, wymienić uśmiechy i ukłony. Wizyty w supermarketach dostarczają nowych, dotąd nieznanych, niezwykłych przeżyć.

Niestety, brzmi to groźnie, bo lud Boży może się zmanierować i ograniczyć swoje świętowanie do marketów. Być może kolejni biskupi zaczną zamykać świątynie podobnie jak tę w Jasienicy, ale to z tego powodu, że nie będzie wiernych. Przykład francuski mówi: wszystko to być może… Chyba, że (na co się nie zanosi) biskupi zejdą z piedestału i – jak to radził Ignacy Krasicki – poziomem życia zbliżą się do ludu. Nasi rządzący mają na to inny pomysł: najlepiej pozamykać te handlowe „świątynie rozpusty” we wszystkie święta i wtedy pobożny ludek pójdzie do kościoła zamiast do marketu. A niepobożni niech siedzą w domu i słuchają Radia Maryja.

A oto kolejny przykład handlowego „miszmasz”:

– Najzdrowszy wykwit lokalnego patriotyzmu: „Piast Mocne” to kwintesencja siły i charakteru Dolnego Śląska – czytam drobnym druczkiem objaśnienia na puszce piwnej browaru Carlsberg Polska Sp. z o. o. w Warszawie. Na samej górze zaś czerwonymi literami: Z miłości do Dolnego Śląska. Otóż to, czego się nie robi z miłości? „Złocista Barwa”, czytam dalej, „Chmielowy Aromat”, „Produkt Regionalny”. Oto atrybuty puszki piwa. Kocham Dolny Śląsk, złotą barwę i aromat chmielowy, więc nie mam wyboru. „Piast Mocne” to jest to…

Po „Piaście” czuję się patriotą lokalnym jak nigdy przedtem, ale – niestety – gorzej ze mną jeśli chodzi o patriotyzm krajowy. Chciałbym być polskim patriotą, ale okazuje się, że nie mogę, bo Polak patriota, to katolik ślepo wierzący w to wszystko, co powiedzą w TV Trwam.

Zwycięzca wyborów –  PiS –  ogłasza wszem i wobec, że jest za Kościołem, ale po cichu kopie pod nim dołki, bo coraz dobitniej i głośniej agituje Polaków do nowej wiary. To jest wiara w zamach smoleński. Okazuje się, że kto nie wierzy w ten zamach, nie jest patriotą. Ksiądz Stanisław Małkowski wierzy, mógł więc z godnością czynić publicznie egzorcyzmy przed Pałacem Namiestnikowskim po to, by wypędzić zeń złe duchy. Złe duchy powodują, że coraz więcej Polaków traci wiarę. Ale w pałacu mamy już pobożnego prezydenta, a premier rządu każdy dzień rozpoczyna na klęczkach, więc będzie lepiej. Odżegnujemy się wyraźnie od przymierza z Zachodem, bo przecież wiadomo, że moce nieczyste przylatują z Zachodniej Europy. Dlatego trzeba zrobić wszystko by je przepędzić popierając PiS, z pełną świadomością, że flaga unijna to szmata. Tak oświadczyła wybitna ideolog PiS-u, niejaka Pawłowicz. Rzecz w tym, żeby tę Unię Europejską rozwalić od środka, a dzięki poparciu USA nic nam nie grozi. W najgorszym przypadku damy sobie radę sami. Jesteśmy mistrzami świata w powstaniach zbrojnych przeciw zaborcy.

Idziemy dalej:

– Nasz polski świat mediów i polityki przypomina chorego idiotę po narkotykach i po flaszce wódki.

Politycy zdolni są wypowiadać horrendalne bzdury, aby zdobyć poklask tłumów i znaleźć się w mediach. Te zaś chętnie z tego korzystają by poprawiać wyniki oglądalności. Odbiorca mediów jest bezradny, bo trudno się odciąć od współczesnego świata wirtualnego. Wciska się on drzwiami i oknami odkąd w nasze codzienne życie wdarła się technika radiowa, telewizyjna, internetowa, a do tego prasa bulwarowa i oszałamiające bilbordy.

Każde wybory, to wyścig w sztuce robienia wyborcom wody z mózgu. A przecież chodzi tylko i wyłącznie o fotele dla tej samej grupy ludzi, którzy dorwali się do władzy. Nie ma takiej siły, która byłaby w stanie przerwać ten chocholi taniec, zwany przekornie demokracją. Dziś Wyspiański napisałby te same słowa, co pod koniec XIX stulecia w Polsce rozbiorowej, ale tym razem pod adresem wielkiego ruchu „Solidarności”: miałeś chamie złoty róg…

Ale nasze media stać na odskocznię od mizerii życia politycznego. Pojawiają się newsy przejmujące swoją głębią filozoficzną i humanitaryzmem. Na przykład portal gazeta.pl podaje z ulgą, że Wiedźmin z Hollywood to liga B , a nawet C, a więc nie jest już taką ikoną jak nam się wydaje. Czas więc dać sobie spokój z importowanym Wiedźminem skoro w naszej codziennej politycznej rzeczywistości mamy okazy o niebo lepsze – vide – plejada pisowskich ministrów z wyrokami sądowymi, albo chlubną przeszłością z głębokiego PRL-u. Wygląda na to, że u Jarka liczą się głównie ci, co mają coś na sumieniu.

To jednak nic wobec promocji  Opolskiego Festiwalu, a zarazem TVPiS w wykonaniu piewcy nowego wzoru życia  patriotycznego, warszawskiego idola sztuki kabaretowej – Jana Pietrzaka. Oglądaliśmy go w zaciszu amfiteatru festiwalowego w Opolu wypełnionego po brzegi pustymi miejscami. To z powodu złej pogody, stwierdził niepozbawiony nigdy humoru artysta Pietrzak, któremu na koniec sprawiło owację ok. dwustu PiS-owskich klakierów sędziwego wieku. Ktoś dowcipny napisał: jaka władza, taki błazen. A ja przypomniałem sobie bardzo trafny tytuł jednego z moich felietonów w DB 2010: Nie tylko słońce miewa zaćmienia. Nic się nie stało, twierdzą lektorzy TVP Kurskiego, mimo że on sam nie wytrzymał do końca koncertu Pietrzaka, tak więc absurdalny świat upartyjnionych mediów funkcjonuje nadal i czuje się dobrze, a jak pokazuje doświadczenie, to jego możliwości rozwoju są znacznie bardziej ekspansywne niż proces ewolucji w przyrodzie dostrzeżony przez Karola Darwina.

Wciąż jednak wisi nad nami jak miecz Damoklesa kolejna zapowiedź Nostradamusa:

Zaraza przeszła, świat staje się mniejszy

Przez długi czas lądy zamieszkiwane będą w pokoju

Ludzie będą bezpiecznie podróżować przez niebo, lądy i morza

Potem wojny wybuchną na nowo.

Pocieszmy się jednak, że mamy jeszcze sporo czasu na podróżowanie przez niebo, lądy i morza zanim wybuchną wojny, zresztą wojna to dla nas pestka z chwilą kiedy minister od wojny Antoni Macierewicz wprowadzi powszechny obowiązek służby wojskowej, a dalej ogłosi nowe przetargi na zakup broni i zbuduje system obrony terytorialnej kraju.

Proszę więc moi Czytelnicy, bądźcie spokojni, niech nic nie zakłóci Wam radosnego przeżywania nadchodzącej złotej polskiej jesieni. Mówią, że będzie gorąco!

Stanisław Michalik

Tagi: ,