Policyjne potyczki

Polecamy4 października, 2017

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Pamiętają państwo zapewne słynną już akcję wałbrzyskich stróżów prawa, którzy 1 grudnia 2016 roku, w samo południe, na ulicy Nowy Świat, a więc w samym centrum Wałbrzycha, używając 7 radiowozów i około 17 policjantów, zatrzymali filigranową kobietę, którą następnie przez bez mała 60 minut trzymali (wraz z jej dwojgiem małoletnich dzieci) w samochodzie. Przypomnę, że powodem zatrzymania było wykroczenie, którego kierująca samochodem osobowym Barbara Sz. dopuściła się poprzez wykonanie manewru zawracania na ul. Wysockiego w Wałbrzychu, w miejscu, gdzie taki manewr jest zabroniony. Wówczas, po zatrzymaniu pojazdu, nadmiernie czymś pobudzony policjant z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu, pomijając wszelkie obowiązujące go zasady, wtłoczył się całym ciałem (że nawet butów mu widać nie było) do kabiny pojazdu i przygniatając sobą niewielkiego wzrostu i raczej kruchej budowy kobietę, usiłował wykręcić jej ręce i założyć kajdanki. Dlaczego nie podszedł, nie przedstawił się i nie poinformował o powodach zatrzymania oraz nie poprosił kierującej o okazanie dokumentów, stanowi jego raczej mało słodką tajemnicę, albo było efektem zwyczajów panujących wśród wałbrzyskich policjantów za czasów ich poprzedniego kierownictwa. Wypada mieć jedynie nadzieję, że zwyczaje te nowy komendant skutecznie wytrzebi i doprowadzi wreszcie do tego, że policjanci będą aktywni i odważni wobec przestępców, natomiast normalnych obywateli, nawet kiedy zdarzy się im popełnić wykroczenie (zwłaszcza drogowe) traktować będą z poszanowaniem i praw, i ich godności osobistej.

Pani Barbara została nie tylko napadnięta przez wspomnianego wyżej funkcjonariusza drogówki, ale także stała się obiektem jego dalszych działań, zmierzających do uczynienia z niej sprawczyni dalszych wykroczeń, a także poważnych przestępstw kryminalnych. Zresztą, zgodnie z obietnicą złożoną jej przez owego stróża prawa (?), który na zakończenie „interwencji” raczył ją poinformować, że „ją załatwi”. Jak obiecał, tak i uczynił, bo – zamiast wręczenia jej mandatu za wykroczenie – sprawę skierował do sądu, oskarżając ją jednocześnie o podjecie ucieczki z miejsca wykroczenia, nie stosowania się do podawanych sygnałów nakazujących zatrzymanie pojazdu, spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym i narażenie jego zdrowia i życia poprzez celowe usiłowania najechania na niego. No i na końcu, oskarżył ją o używanie słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym. Dla porządku dodam, że dodatkowo złożył zawiadomienie do prokuratury o popełnienie przez panią Barbarę przestępstw kryminalnych na jego szkodę, jako funkcjonariusza publicznego.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa o wykroczeniach, policjant powinien wystawić mandat, ale to byłoby dla niego za mało, więc aby ją upokorzyć, skierował sprawę do postępowania sądowego. Oczywiście pierwsze orzeczenie, które zapadło w postępowaniu nakazowym, było dla pani Barbary niekorzystne, więc odwołała się do Sądu Rejonowego w Wałbrzychu, w którym – podczas parodii procesu (mam nagranie video z tego żenującego wydarzenia, więc wiem co piszę i jestem to gotów udowodnić) – została uznana za winną wszystkich zarzucanych jej wykroczeń (sama przyznała się do jednego, czyli owego nieszczęsnego manewru zawracania), a sędzia wydający wyrok, w jego uzasadnieniu szczególnie podkreślił swą wyjątkową łaskawość, przez to, że nie odebrał pani Barbarze prawa jazdy. Doprawdy, ludzki pan, można powiedzieć… Wprawdzie pani Barbara podczas przesłuchania w sądzie czuła się niezbyt komfortowo, bo pan policjant – jako pokrzywdzony i świadek – wkroczył na salę sądową jak kowboj jakiś, bo z pistoletem u boku, co raczej winno budzić nie tylko zdziwienie. Od niekorzystnego dla niej wyroku pani Barbara odwołała się do Sądu Okręgowego w Świdnicy, wnosząc o uniewinnienie od postawionych jej zarzutów, z pominięciem tego dotyczącego zawracania na ul. Wysockiego. Świdnicki sąd w postępowaniu apelacyjnym znalazł na szczęście czas, aby dokładnie przestudiować nagranie video obejmujące cały przebieg tego zdarzenia i dostrzegł to, czego wałbrzyski sąd udawał, że nie widzi. W efekcie tego, 26 września 2017 r. prawomocnie uniewinnił ją od dwóch z trzech postawionych jej zarzutów, do których się nie przyznawała. Po pierwsze uznał, że nie podjęła ucieczki z miejsca zdarzenia, a próba jej zatrzymania została wykonana przez policjantów w sposób, który wywołał w niej przekonanie, że podawane sygnały dźwiękowe i świetlne jej nie dotyczą. Ponadto sąd ten zauważył, że policjant który wysiadł z radiowozu, nie zważając na to, iż samochód pani Barbary znajduje się w ruchu, wbiegł przed jego maskę i tylko dzięki gwałtownemu zahamowaniu nie doszło do potrącenia. Dlatego postawiony jej zarzut uznał za bezpodstawny.

Zastanawiam się dlaczego na załączonym nagraniu wałbrzyski sąd nie był w stanie dostrzec tego, co zobaczyć na nim jest w stanie nawet osobnik z bardzo ograniczonym zmysłem wzroku? Nie wiem, ale jak analizuję nagranie z sądowego monitoringu rozprawy, to różne wytłumaczenia przychodzą mi do głowy, zwłaszcza kiedy zauważam dziwną komitywę sądu z oskarżycielem, czyli panią policjantką, która pozwalała sobie nawet na pohukiwania kierowane w stronę obwinionej, na co sąd nie raczył w ogóle zareagować. Policyjna oskarżycielka była tak pewna swego, że nawet nie raczyła (w odróżnieniu od pani Barbary) przybyć na rozprawę apelacyjną, więc zapewne bardzo się zdziwi tym prawomocnym wyrokiem. Kiedy słuchałem ustnego uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego byłem trochę zdziwiony tym, że sąd ten utrzymał w mocy zarzut używania słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym. Przecież na innym dowodowym nagraniu zdarzenia (dokonanym przez osobę postronną) absolutnie nie słychać, aby pani Barbara używała jakichś brzydkich wyrazów. Owszem, padały one obficie, ale wypowiadane były męskim głosem, a przecież pani Barbara w 100% jest kobietą i głos jej absolutnie za męski uznać nie można. Ponadto, żaden z policjantów (a było ich tam ponad 17-tu) nie wystawił jej za tego rodzaju wykroczenie mandatu, tak jak uczynił to któryś z nich, karząc mandatem za brzydkie wyrazy jednego z przyglądających się „interwencji” mężczyzn. Sąd Okręgowy oparł się jednak na obciążających zeznaniach dwóch funkcjonariuszy, a ponadto coś na ten temat zeznał jeden ze świadków. Znam to zeznanie i wiem, że świadek ten jednoznacznie tego faktu nie potwierdził, a odpowiadając na pytanie, czy obwiniona używała brzydkich słów, odpowiedział bardzo nieprecyzyjnie, że widać było, iż jest zdenerwowana i coś tam w tym zdenerwowaniu podniesionym głosem mówiła. No cóż, sąd dał wiarę policjantom i miał prawo tak postąpić. Ja natomiast w ich zeznaniach odczytałem naprawdę desperackie wręcz postanowienie, aby doprowadzić do skazania kobiety, której zdarzyło się popełnienie banalnego wykroczenia wycenionego w taryfikatorze mandatów na 200 zł. Nie mniej jednak pani Barbara jest zadowolona, bo wykazała, iż policjanci dopuścili się jej pomówienia, co na pewno będzie pomocne w sprawie karnej, albowiem złożyła w tej sprawie stosowne zawiadomienie popełnienia szeregu przestępstw przez owego nadpobudliwego pana policjanta z wydziału ruchu drogowego.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,