Totalitarny chaos totalnej władzy

Polecamy21 września, 2017

 

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

Skończyły się wakacje, a wraz z nimi czas ogórkowy w naszych mediach, ale okazuje się, że nie do końca. Oto newsy, które stanowią tego ewidentne potwierdzenie:
Czytam w internecie, że „Lichocka chciała dobrze, a wyszło… licho”. Informacja na pewno zainteresuje licznych w Polsce apologetów wszystkiego, co francuskie, a co w związku z polityką naszego rządu znalazło się w ślepej uliczce. Otóż mocne słowa premier Szydło w odpowiedzi na krytykę ze strony prezydenta Francji to stanowczo za mało! Rząd podjął decyzję o nałożeniu embarga na jeden z najbardziej rozpoznawalnych francuskich produktów. Jest to cios wymierzony prosto we francuską gospodarkę. Odcięcie polskiego rynku zbytu ma znacznie osłabić międzynarodową pozycję Republiki Francuskiej. Wprowadzenie zakazu uprawiania seksu francuskiego (oralnego), potocznie nazywanego „lodem”, zostało oficjalnie uzasadnione powikłaniami zdrowotnymi jakie mogą nastąpić w trakcie takiego stosunku. Argumentację potrzebną do wprowadzenia powyższego zakazu odśpiewała słynna wokalistka TV Trwam i Radia Maryja Beata Kempa, znana z tego, że uwielbia lizać ręce biskupów i Ojca Rydzyka, a zrobiła to na koncercie podczas specjalnego expose dla dziennikarzy krajowych. Inicjatywę tę poparł w niedzielnej homilii metropolita krakowski, arcybiskup Marek Jędraszewski uzasadniając, że wystarczy nam staropolski zwyczaj całowania po rękach osoby duchowne.

Dla większości ludzi jasnym jest, że powyższy zakaz jest dalszą konsekwencją zapoczątkowanej przez poseł Lichocką akcji bojkotu serów sprawdzanych z Paryża. Unia Europejska zapowiedziała rozpoczęcie mediacji na linii Warszawa-Paryż. Prezydent Francji Emmanuel Macron poinformował media, że zrobi wszystko, aby kultywacja „loda” w całej zjednoczonej Europie trwała nadal ze względu na coraz cieplejsze stosunki między Europejczykami. I w tych mediacjach cała nasza nadzieja, bo można się spodziewać, że Lichocka obok francuskich serów lubi także te bardziej pikantne francuskie spacjały…

Ale to jeszcze nie wszystko. Gruchnęła wiadomość, że minister Waszczykowski udał się z tajną misją na wyspę San Eskobar i dotychczas nie powrócił. Trwają energiczne poszukiwania przez agencje wywiadowcze Niemiec i Rosji, bo minister nie podał im jeszcze własnego konta bankowego, na które obydwa te kraje mają spłacać reparacje wojenne. Z interesującą ofertą do premier rządu zwrócił się minister Macierewicz, by – zanim poszukiwania zaginionego ministra przez wojska obrony terytorialnej naszego kraju zakończą się sukcesem – powołać na jego stanowisko Misiewicza. Jest to człowiek sprawdzony w bojach, na jego cześć tłoczone są medale, a młodzian wabi wdziękiem osobistym, uśmiechem i aptekarską uprzejmością.

Sprawa się jednak komplikuje. Premier, by podjąć taką decyzję musiałby udać się na Nowogrodzką. Niestety, tam drzwi były zamknięte, bo od pewnego czasu ślad po najważniejszym pośle PiS też zaginął. Prawdopodobnie gdzieś się leczył. Minister Błaszczykowski rozesłał po wszystkich komendach policji zdjęcie zaginionego posła wraz z rysopisem celem jak najszybszego ujawnienia w jakiej klinice reperuje stan swojego zdrowia.

Sytuacja była nader poważna. Rząd znalazł się w ślepej uliczce. Nie mógł podjąć żadnej decyzji, bo poseł nie desygnował jak dotąd żadnej osoby na zastępstwo. Z wiadomych względów nie może nią być prezydent, gdyż on zajęty jest bez reszty pisaniem nowych ustaw sądowych, a ponadto podpadł ostatnio posłowi prezesowi, a wiadomo kto rządzi krajem – prezes. A w ogóle było lato, a w lecie prezydent zamyka się w Juracie, by doświadczać na własnej skórze komfortu bycia prezydentem.

Premier rządu dostrzegła ratunek w osobie super ministra Ziobry, ale ma obawy, bo już kiedyś miał miejsce fakt, że ktoś Wszechmocny posłużył się żebrem, a co z tego wynikło wszyscy wiemy. To przecież Ewa jest powodem wszystkiego złego na świecie, potwierdzi to każda osoba duchowna. A premier jest osobą pobożną, nie chce popełnić błędu Adama i Ewy, by sięgnąć po jabłko z drzewa mądrości prezesa. Tak więc koło się zamyka. Jest źle, a może być jeszcze gorzej! Chyba, że sezon ogórkowy zakończy się na wykopkach. A piszą, że w rządzie na coś takiego się zanosi… Na szczęście czeka nas obfitująca w plony okopowych  jesień!

Mój wysiłek satyryczny na temat sezonu ogórkowego w mediach został całkowicie zdominowany nowym programem portalu internetowego gazeta.pl. Duet blogerów Make Life Harder w medialnym show „Make Poland Great Again” wywarł na mnie wręcz imponujące wrażenie. Jestem gotów – podobnie jak prezydent Duda Ojcu Rydzykowi – ucałować ręce obydwu fenomenalnym wręcz lektorom tego premierowego odcinka, za ich elegancję i perfekcyjny dowcip. To program wysokiej klasy, pokazujący w krzywym zwierciadle absurdalność naszego życia politycznego.

Już w premierowym odcinku dokonali oni ekspresowego podsumowania najważniejszych wydarzeń mijającego sezonu ogórkowego. W największym skrócie poinformuję, że było w nim m. in. o spektakularnym geście z puszką energetycznego napoju Tiger, niejakiego Michała Rachonia, jak się okazuje odkrycia sezonu w TVP Info. Było też o rozmowie sułtana small talków Mariusza Błaszczaka ze strażakami w lasach, które położyła pokotem sierpniowa nawałnica znacznie szybciej i taniej niż to robi minister Szyszko w Białowieży. Było o grupie szympansów z bonobo kończących kurs czytania z promtera w TVP Kurskiego, a także o tym co robili w czasie wakacji liderzy partyjni Petru i Schetyna.

Ale największym osiągnięciem sezonu ogórkowego wydają się słynne paski, o których wśród uczniów warszawskich szkól krąży nowa obelga: „głupi jak pasek TVP Info”. Lektorzy show „Make Poland Great Again” uznali jednak fenomen pasków za literacki geniusz, nowy Beckett, a tegoroczna nagroda „Nike” dla nich wisi w powietrzu i przytoczyli niektóre z nich, np.: próba zablokowania prawdy, kto pisze scenariusze rebelii, krwawy koniec lewicowego eksperymentu, kto zapłaci za kornika drukarza, inwazja emigrantów na plaże hiszpańskie, na Bałtyku Rosja pręży muskuły, totalny chaos totalnej opozycji (wymieniam tylko niektóre z nich). Według lektorów „Make Poland” te paski to tak jak bełkotliwa relacja z głowy typa, który zasnął na słońcu po libacji w Klubie „Gazety Polskiej”.

Jest w tym najnowszym medialnym show znacznie więcej tematów z naszej sceny politycznej, która w niczym nie przypomina – niestety – dawnego sezonu ogórkowego. Kiedyś był to czas beztroskiej zabawy i śmiechu, a dziś wywołuje raczej zacietrzewienie, bądź też po prostu dosadne epitety. Redaktorzy audycji mówią wprost, że próbują siąść na rozpędzonego wieprza polskiej polityki, że „Make Poland Great Again” to niepoważny program o poważnych sprawach, bo trudno siedzieć cicho jak ktoś do kamery robi z siebie debila.

Żeby mieć pełne wyobrażenie o programie trzeba koniecznie obejrzeć ten pierwszy odcinek. Wystarczy wejść na internetowy portal „gazeta pl”. Tam na samej górze wielkimi literami jest promocja programu oraz informacja, że będzie to program cykliczny, co tydzień w każdy poniedziałek. Słynny kabaret Górskiego „Ucho prezesa” znalazł wysokiej klasy konkurencję.

Ktoś powiedział, że największym bogactwem naturalnym Polski jest głupota. Niestety, nie może stać się ona przedmiotem obrotu międzynarodowego, choć nasz rząd bardzo się o to troszczy. Dobrze jest, że tę głupotę można przynajmniej pokazać i obśmiać, to często znaczy więcej niż poważne publikacje i przestrogi.

Zachęcam bardzo do kontaktu z nowym medialnym show.

Stanisław Michalik

Tagi: ,